Czasem lepiej ugryźć się w język

2012-02-12 18:54:48

Po raz kolejny powiedziałam więcej, niż planowałam.

Wiem, że P. poczuł się dotknięty, choć oczywiście zaprzecza.

Nie chciałam go zranić, oj nie, zupełnie nie o to mi chodziło.

Przyznaję, że zamiast karmić się wzajemnie banałami na temat tego, jak cudowne jest nasze wspólne życie, dość dosadnie nazwałam rzeczy po imieniu.

On jest tam – daleko, w kraju, w którym ludzie mówią do siebie niezrozumiałym dla mnie (dla P. zresztą też) języku. W kraju, w którym ja żyć nie chcę i bardzo wątpię, żebym w tej kwestii zmieniła zdanie. W kraju, w którym P. zarabia nieporównywalnie więcej, niż w Polsce – choć praca do lekkich nie należy. Ale nie ma żadnej perspektywy na lepsze stanowisko, może tylko cieszyć się młodością i siłą mięśni – bo dzięki temu zarabia.

Ja jestem tu – sama. Zupełnie sama. Owszem, mam blisko rodziców, znajomych, mam pracę… ale kiedy nie ma P. przy mnie, to tak, jakbym była zupełnie sama.

Czy miłość nie może być prostsza…?

 

Ale chociaż mamy siebie. Nawet, jeśli dzielą nas setki kilometrów.

skomentuj (1)


Strona główna